NADIA Grand Canyon czyli domowo Mynia (Mycha, Niula, Niulka itp.
Urodziła się 24.07.2005 roku. Do nas ta bardzo żywa, rezolutna złośnica trafiła pod koniec października. Od szczeniaka miała swój charakterek (do dziś potrafi bronić każdej kałuży głośno szczekając, aby żaden inny psiak się w niej nie wytaplał, co jej się jakoś nie udaje, była skora do zabaw i szukała kontaktu z człowiekiem... Pojawiła się w naszej rodzinie po odejściu Koliny, naszej wcześniejszej suni - owczarka Szkockiego Collie. Mynia miała być psem, pomimo że ogólno domowym to najbardziej przywiązanym do mnie. Tak też zresztą się stało. Myńka jako szczeniak, mimo, że była jak chyba każdy młody psiak niezwykle aktywna nie zniszczyła żadnej nie swojej rzeczy, co nie oznacza oczywiście, że jej posłanie i zabawki nie ulegały mniejszej lub całkowitej destrukcji. Niula podrastała, jeździła z nami na wakacje, do rodziny. Dotychczas była z nami parę razy nad morzem, wieloma jeziorami, w górach, na wsi, stadninie koni, większych i mniejszych miastach na terenie całego kraju. Nad wodą sprawiała wrażenie początkowo jakby niezbyt do tego wszystkiego przekonanej, gdy uczyła się pływać, co ja przepłaciłam paroma zadrapaniami, ale docelowo zyskała miłość do wody, która jak się wszystkim zdaje zostanie jej już na zawsze. Chętnie pływa z nami dla towarzystwa, aportuje z wody (przeróżne rzeczy) no a jak nikt nie chce pływać i nie ma, czego przynieść pływa sobie w tą i z powrotem, robi kółka i uwierzcie potrafi tak długo. W międzyczasie trafiłyśmy na Listę Dyskusyjną Klubu Miłośników Goldena, na której ja mogłam wymieniać się doświadczeniami z innymi właścicielami goldasów, a także uczyć metod postępowania z psicą, a ona podczas wspólnych spacerów i zjazdów uczestników listy mogła się porządnie wybawić i wybiegać z innymi psiakami. Zaczęłyśmy też jeździć na wystawy, ale chyba tylko żeby spróbować, zobaczyć jak to jest. Myni obecność na ringu ani nie sprawiała jakiejś gigantycznej radości, ani też jej nie denerwowała. Wzięłyśmy, więc udział w takiej liczbie wystaw, która zapewniała nam możliwość uzyskania uprawnień hodowlanych i dałyśmy sobie na razie z nimi spokój. Mynia od zawsze miała być psem tylko do kochania i nie byłam nastawiona na wystawianie jej. Myślę, że te parę wystaw było jedynie fajną przygodą. Mynia przez to, że od małego uczestniczyła w życiu codziennym całej rodziny, obecnie bezproblemowo jeździ tramwajami, pociągami, autobusami, można ją wziąć wszędzie od kawiarni przy zatłoczonym turystami rynku po wyjście na zakupy do pobliskiego warzywniaka i jestem pewna, że Niulcia wstydu mi nie przyniesie. Przygotowując się do pierwszego miotu mojego złotego słoneczka odwiedziłyśmy już kilku specjalistów, dzięki czemu Mynia ma przebadane oczka, serduszko i stawy i na szczęście wszystko jest w porządku. Obecnie mieszkam z narzeczonym i razem wychowujemy Myńkę - nie wyobrażałam sobie sytuacji, gdy miałabym się wyprowadzić bez niej. I ja i ona jesteśmy ze sobą bardzo zżyte. Mynia jest zresztą moim oczkiem w głowie. Jest wrażliwa i inteligentna. Ostatnio trafił też do naszej trójki kolejny golden Sparrow (HOT STUFF Pasada), co sprawiło jak sądzę wiele radości nie tylko nam, ale przede wszystkim Myni. U moich rodziców natomiast - bo jak można żyć bez psa w domu - pojawiła się Kropka mieszaniec jamnika. Razem z nami mieszkają też 2 papugi Nimfy i szynszyla.
I ptaki i gryzoń mogą sobie bezkarnie chodzić po psach, ponieważ Mynia i Sparrow podchodzą do nich bardzo łagodnie i nie zdarzyło się, żeby naszym mniejszym przyjaciołom coś się stało. |